Już od jakiegoś czasu obserwuję swój niezdrowy pociąg do prostych mężczyzn (niezdrowy, bo trochę destrukcyjny). Nie kręcą mnie studenci – inteligenci z chudą pupką i kasą w portfelu. Nie wiedzieć czemu, wole olewatorskich facetów, którzy z fajką w ustach klepią dziewczyny po tyłku. Paradoksem jest, że mieszkając w akademiku z kilkudziesięcioma chłopakami, moją uwagę zwrócili... robotnicy wymieniający okna! (a tak właściwie to jeden ^^) Mój pierwotny instynkt wybiera silnych facetów, pracujących fizycznie i czasem żałuję, że nie żyję w jakiś wiekach średnich kiedy byłoby to normalne. Będąc małą dziewczynką mówiłam, że wyjdę za mojego brata i wyczekuję teraz takiego Rambo, któremu będę gotować obiady i wychowywać dzieci. I to wcale nie znaczy, że nie mam ambicji i jestem przeciwna równouprawnieniu. Każdy ma inny system wartości, a dla mnie od pracy i kasy, ważniejsza jest rodzina (właśnie dlatego nie lubię być we Wrocławiu, bo jestem daleko od tych których kocham). Nie chcę obwiniać rodziców, o to jaki mam pogląd na te sprawy, ale sądzę, że ma to związek z tym jaki wzorzec wyniosłam z domu. Ale zanim założę rodzinę (o ile to będzie miało miejsce), mam zamiar jeszcze pożyć dla siebie i bez poczucia obowiązku spełniać marzenia. Nikt nie wie, co się zdarzy, a możliwe, że skończę te studia, będę pracować w swoim zawodzie (marne szanse), słowiańską naturę ukryję głęboko i razem z partnerem (nie mężem, bo po co się ograniczać) w garniaku stworzymy jeden z tych nowoczesnych, bezdzietnych związków otwartych seksualnie...
mała pupka, to zdecydowanie nie to
OdpowiedzUsuń:* znajdziesz swojego RAMBO :p