poniedziałek, 27 lutego 2012

my heart’s a mess.

Spędzenie tygodnia w łóżku wbrew pozorom pozwala załatwić wiele spraw, a leniwa cząstka mnie może bezkarnie korzystać z przywilejów chorego. Co takiego udało mi się dokonać w czasie "pracowitego" tygodnia? znalazłam imię dla przyszłej córki. śmiesznie brzmi, ale zawsze miałam z tym problem, w przeciwieństwie do imion chłopięcych których mam w zanadrzu kilkanaście (Natol, J. nie pasuje do kota, wierz mi :p). Kolejna łóżkowa decyzja: ostatecznie zmieniam kolor włosów. koniec i kropka. Obmyśliłam też ambitny plan na wiosnę, o którym mówić więcej nie chcę, za to mogę powiedzieć, że odkryłam swoje czwórkowe ja, które trochę mną wstrząsnęło, ale też dało odpowiedź na wciąż męczące mnie pytanie: why? ... because! that's who I am. taki właśnie mam charakter i tak podchodzę do życia. to część mnie z którą walka nie ma sensu. a na każdy zarzut że jestem egoistką, skupioną tylko na sobie odpowiem: tak, jestem nią! bo jeśli dążenie do spełnienia swoich marzeń  i odkrywanie kim się jest, określanie jest przez ludzi jako byciem egocentrykiem, to taka właśnie chcę być. bo tylko człowiek szczęśliwy wewnętrznie potrafi normalnie żyć wśród innych i stwarzać z nimi zdrowe relacje. więc teraz, gdy nie ogranicza mnie żaden związek, kiedy studia są moim jedynym obowiązkiem i mam czas żyć dla siebie, mogę zająć się samopoznaniem. myślę że to najlepszy moment, by odnaleźć siebie. nie chcę za dziesięć lat spojrzeć w lustro i zastanawiać się co ja tu robię?
przedwiośnie przyszło wraz ze słońcem, tak jak i nowa energia. nie poddam się.

1 komentarz: