sobota, 19 marca 2011

I feel it all

Zajebiście dobrze mi. Jestem sobą sprzed roku, tylko trochę bardziej skupioną na tym co ważne.

Wyszłam dziś z domu i naszła mnie ochota żeby pojechać na Calineczki, złapać Ew za rękę i iść nad staw, posiedzieć na kamolcu. Jako że nie mogłam tego zrobić z prostej przyczyny: Ew jest w Krakowie, wybrałam się na spacer sama i pomęczyłam trochę nikitę ;)


Trawa!





A na koniec do posłuchania:


niedziela, 13 marca 2011

Zapachniało, zajaśniało.

Ta pogoda mnie rozleniwia. A to nie jest dobry moment na nicnierobienie. Chciałoby się wyjść, pospacerować, pogrzać na słońcu, a tu całki walą drzwiami i oknami... Nie lubię takich natrętnych gości. Marzy mi się już długi weekend majowy i może jakiś wypad, np. do Krakowa ... (?) ;)

środa, 9 marca 2011

Life goes on.

Życie we wrocławiu dało mi kolejną lekcję. Dorosłość to podejmowanie decyzji które nie zawsze będą się innym podobały. Przykre, ale wszystkim nie można dogodzić, a jak mam wybrać dobro czyjeś a swoje, to chyba jasne co wybieram. Nie mam zamiaru być za innych odpowiedzialna i poświęcać się dla ludzi, którzy na to nie zasługują. Nie zapomnę pierwszych miesięcy w tym mieście, kiedy jedynymi osobami, którym na mnie zależało i które starały się żebym nie popadła w skrają depresję była Natol i Żyrafa. We wrześniu wiele rozmawiałyśmy o tym co i jak będzie. Nie było. Dlatego nie czuję się winna.

Akademik. Przyzwyczajam się do ciepła w pokoju i facetów w łazience ;)